czwartek, 19 marca 2015

01. Na Pokątnej.

 Ruszyli ku wielkim drewnianym drzwiom. Trójka jej towarzyszy nie kryła zadowolenia - Czarny Pan ich wybrał. Ale jeden...Kroczyli dumnym krokiem. Zatrzymali się koło szarego fotela.
- Czarny Pan, zaraz przybędzie. - odpowiedział skrzat, piskliwym głosem.
 Oddalił się wiedząc, że Voldemort go nie lubi. Istota pobiegła do ciemnego przejścia i zniknęła.
- Witajcie. Jak miło was widzieć, całych i zdrów. - uśmiechnął się Voldemort. A piątka gości natychmiastowo odwróciła się w jego stronę i pokłoniła się. - Wstańcie... Bello... jestem z ciebie taki dumy! Zabiłaś tak wiele mugoli! Gratulacje! A ty... Finck... podobno chciałeś się poddać i mnie zdradzić. Nie torturuje zdrady, wiesz o tym, prawda?- zapytał z nutką kpiny w głosie.
- P-panie to nie prawda. Ja bym nigdy nie zdradził...
- Nie kłam! Wiem kiedy kłamiesz! Wiesz jaka za to jest kara?
- Śmierć.
- No właśnie! - skierował różdżkę w stronę mężczyzny - Avada Kadavra!

 ***
 Rudowłosa smacznie spała. Promienie słońca pomału wkradały się do jej pokoju. Dziewczyna wstała z łóżka zaraz po tym jak promienie słońca, zaczęły padać na jej twarz.
Podeszła do okna i spojrzała na śpiącą ulice.
Skreśliła kolejny dzień z kalendarza i obliczyła ile dni zostało jej do upragnionego wyjazdu do Hogwartu. Czuła się tam jak w domu. Nie musiała się ukrywać z tym, że jest inna - umie czarować. Uśmiech pojawił się jej na twarzy po zorientowaniu się, że zostały tylko dwa tygodnie. Nie miała żadnych planów na pozostały czas, więc będzie siedzieć w domu...


***

W tym samym czasie James Potter jadł śniadanie. On również nie mógł się doczekać roku szkolnego,z jednego powodu - była nim Lily. Doskonale zdawał sobie sprawę, że ona w odróżnieniu do innych nawet nie odpisze na jego list. Posmutniał i pobiegł do swojego pokoju. Wyjął małe lusterko i powiedział:
- Syriusz Black. - lusterko pojaśniało, a w nim ukazał się sufit pokoju Łapy.
- Łapa! - krzyknął.
- Czekaj, już. Znajde no lusterko! - Black kszątał się po pokoju.
- Sprawdź na komodzie. - powiedział zrezygnowany Rogacz. Chłopak posłusznie spojrzał na to miejsce i znalazł.
- Skąd..ty...
- Widziałem sufit.
- A no tak, jaka sprawa była na tyle ważna aby mnie zrywać rano z łóżka?
- Jedziemy na Pokątną.
- Po co?
- Po rzeczy. Muszę sobie nową miotłę kupić, po tym wypadku w czerwcu tamta jest niezdolna do latania. - uśmiechnął się krzywo Potter.
- Dobra, dobra. Za maks godzinę u ciebie będę. - prychnął pod bosem Łapa.
- Coś ci nie pasuje, Łapciu?
- Rogacz obudziłeś mnie! Nie jestem w nastroju. - odłożyli lusterka, po czym oboje zaczęli się ubierać.

***

Nieszczęście chciało, aby tego samego dnia Lily Evans, również wybrała się na Pokątną.
 Dziewczyna wsiadła do Błędnego Rycerza i pojechali do Dziurawego Kotła.
- Witaj, Tom. - pozdrowiła barmana rudowłosa.
Mężczyzna pokiwał z szacunkiem do panny Evans, a ta tylko się uśmiechnęła.
Przeszła przez mur i znalazła się na zatłoczonej ulicy. Wymieniła pieniądze mugoli na galeony,sykle i knuty, po czym ruszyła w stronę Esów i Floresów.
- Witam, młodą panią, w czym mogę pomóc? - zapytał sprzedawca.
- Dzień dobry, poproszę - zerknęła na swoją listę - Standardową księgę zaklęć; poziom 6, Eliksiry dla zawansowanych... - wymieniła jeszcze kilka, a mężczyzna wszystko podawał.
- To będzie razem 14 galeonów, 8 sykli i 3 knuty. - zapłaciła i wyszła, rzucając ciche 'do widzenia'.
 Szła ulicą. Przechodząc obok sklepu z miotłami, zauważyła dwie znajome postacie.
Szybkim krokiem odeszła od tamtego miejsca, aby uniknąć spotkania z panem Potter'em. Ale było już za późno. Złapał ją za nadgarstek i przytszymał abym nigdzie nie poszedła.

- Cześć, kochanie. Nie sądziłem, że kiedyś nadejdzie taki moment, że będziesz się mnie bać - zaśmiał się, a na jego twarzy pojawił się jeden z jego firmowych uśmieszków.

- Nie na żadnego kochanie! I jeszcze się ciebie nie boje tylko chciałam uniknąć tego całego cyrku. - warknęła.

- Liluś, Liluś, Liluś co ja mam z tobą zrobić, abyś dała mi szanse? Wiesz, każda dziewczyna z Hogwartu chciała by być na twoim miejscu. - szepnął jej do ucha.

- A ja z ogromną chęcią bym się z nimi zamieniła. - uśmiechnęła się. Chłopak się zmieszał.

- Co ci we mnie nie pasuje? - zapytał po chwili.

- Co? Prawie wszystko. Jesteś aroganckim gumochłonem. Kupą łajna. Cały czas przeczesujesz te swoje kudły, aby wyglądały jakbyś przed chwilą spadł z miotły. A na dodatek się mnie uczepiłeś jak ... pfy ... nienawidzę cię! - krzyknęła a cała ulica zaczęła się na nich patrzeć. Odeszła, a on stał tam jeszcze przez długi czas.

- Chodź Rogaczu, kupiłem za ciebie, słychać było aż w sklepie. - mruknął Łapa. Poszedli do kominka i 'Dom Potterów'.